monami blog

    Twój nowy blog

    tu już raczej pisać nie będę…

    za to…

    jestem na dobre tu:

    monami fotograficznie

    pozdrawiam.

    halo….
    zagląda tu ktos jeszcze ?

    ***

    w wielkim skrócie…

    u nas końcówka 36 tygodnia ciąży.
    w każdej chwili w zasadzie możemy się rozpakować, więc stresik narasta…
    ale…
    nie jest źle. musimy dac radę.
    zuzia rośnie zdrowo i wszystko z nią ok. ciąża przebiega bez problemów,k omplikacji i cieszy nas to niezmiernie.

    pokoik czeka. wózek również. torba do szpitala spakowana.

    upały zelżały (ciekawe..na jak długo) – także odpoczywamy od skwaru i duchoty…

    jeśli starczy mi motywacji i chęci, to prawdopodobnie więcej będę pisała tu :  

    monami photo dreams

    jesli macie chęć czytnąć od czasu do czasu o tym, co u nas…
    serdecznie zapraszam :)
    będzie mi miło was gościć.

    a teraz zmykam…
    pora na odpoczynek z książką w łapie :)

    pozdrawiam (y)

    monami & zuzia ( wciąż w pakiecie )

    dawno nie pisałam…
    tyle się dzieje…czasu mało…

    pora nadrobic zaległości.

    u nas wszystko jak najbardziej ok.
    ciąża przebiega bezproblemowo. czujemy się świetnie i w zasadzie nie mamy powodów do narzekań :) [ chociaż wiadomo..czasem różnie to bywa...mamy lepsze i gorsze dni].
    czas ucieka baaardzo szybko. jeszcze niedawno byłam przekonana o tym, że 9 miesięcy ciąży to cała wieczność…byłam w wielkim błędzie :) sama nie wiem kiedy wszystko nabrało mega rozpędu.
    trzeci trymestr trwa…za tydzień wkroczymy w 8 miesiąc ciążowego oczekiwania… uhuhu…czasu coraz mniej…finał nadchodzi :P

    a skoro o ciąży i oczekiwaniu mowa…to…
    czekamy sobie na na….

    Zuzię :)

    tak, tak…będziemy mieli córeczkę :)
    cieszymy sie bardzo…i czekamy niecierpliwie na spotkanie z naszą kruszynką :)

    co więcej…?

    nasze życiezaczyna się zmieniać. szykujemy się na przyjęcie Zuzi :) pokoik już gotowy, remoncik dokonany. kupione łóżeczko, przewijak… ubranka :) teraz kolej na wózek. wszystkie te zakupy sprawiają nam ogromną radość. znacznie łatwiej jest nam teraz wyobrazic sobie czas, kiedy zuzik wreszcie będzie z nami.

    jesteśmy już także po dwóch zajęciach w szkole rodzenia.
    jest fantastycznie. nie tylko dowiadujemy się wielu rzeczy dotyczących ciąży i porodu, ale przede wszystkim uczymy się radzic sobie z obawami i stresem związanymi z mega rewolucją jaka wkrótce nas czeka.

    praca…
    trudno jest przestac pracować, kiedy tak bardzo swoją pracę się kocha . W moim przypadku praca = hobby.
    ciężko jest odłożyć aparat na bok…i zwolnić…trudno odmawiac wykonania zleceń, zdjęć…ale… jak trzeba to trzeba. najważniejsze jest przecież  dziecko i jego zdrowie.

    poród…
    powoli staram się psychicznie i fizycznie do niego przygotować. bardzo się cieszę, że m będzie ze mną, że będzie mnie trzymał za rekę i że przejdziemy przez to wszystko razem. to dla mnie bardzo ważne. wiem, że damy radę. nagroda jest przecież najwspanialsza we wszechswiecie :)

    i to chyba tyle na dziś…
    mam nadzieję, że u was wszystko jak najbardziej ok.
    przesyłam uściski i buziaki :***

    p.s. dobre duszki lecą dziś do  kantadeski [ niech już rysio wreszcie zechce łaskawie opuscic brzuszkowo ]

    świątecznie…z życzeniami…



    z calego serca życzę wam świąt pogodnych, spokojnych.

    wszystkimi barwami tęczy malowanych pisanek.

    niech radość i szczęście pozostaną z wami,

    a wiosenne motyle niech tańcem cieszą wasze oczy przez rok cały.

     lany poniedzialek niech przyniesie wiosenny, ciepły deszczyk…

    wszystkiego najlepszego…
    <3



    przydałoby się napisać słów parę, prawda?
    ok. monami pisze więc.

    żyjemy sobie w super symbiozie ja i małe. mamy dobry humor i dużo, dużo energii.
    chyba właśnie wkroczyliśmy w najfajniejszy i najbardziej przyjemny etap ciąży.
    nasze małe ciągle nie chce pokazać czy jest kobietą czy mężczyzną – trudno :) -poczekamy sobie jeszcze na werdykt. może nastepne badanie USG da nam szansę na podejrzenie, kto przyjdzie na świat :)
    o ile ja na to info czekam niezwykle cierpliwie, o tyle mój m zdaje się nie mieć tyle cierpliwości. każdego dnia, wielokrotnie przytula się do brzucha i zadaje pytania w stylu :
    kim jesteś małe zuzia czy kubuś? powiesz tacie?

    to już 17 tydzień ciążowej podróży. co za tym idzie – zaczęliśmy 5 miesiąc :) czas biegnie taaaak szybko. aż trudno to wszystko pojąć.
    zawsze, kiedy  pomyslę, że za kilka miesięcy będę mamą, ogarnia mnie dziwne uczucie :) uhhh…czy dam radę?
    oczywiście, że TAK :)

    regularnie robimy wszystkie potrzebne badania [chociaż bywa, że nie jest łatwo - jak twierdzą panie plielęgniarki, które zawsze pobierają mi krew - żyły zostawiam za drzwiami.], dbamy o siebie, dużo się uśmiechamy :) – jest naprawdę ok.

    czasem czuję dziwne motylki w brzuchu :) – wiem, że to małe daje o sobie znać. rozmawiam z nią/nim wtedy, żeby wiedziało, że mama jest blisko i zawsze w gotowości :) tata równiez nie szczędzi brzuszkowych dyskusji :) a brzuszek rooosnie i rośnie – jest do czego ucho przyłożyć :P

    poza tym?
    jedyna niefajna wiadomość ostatnich dni jest taka, że…
    zwierzak nam zachorował. już od tygodnia zmagamy się z zapaleniem płuc naszego królika.
    smutno mi, kiedy patrzę na to moje futrzaste śliczne i nie bardzo mogę pomóc.
    zarywam noce jak przy małym dziecku. wstaję co jakis czas i sprawdzam, czy wszystko jest w miarę ok.
    podaję leki, głaszczę..robię co mogę, żeby jakoś pomóc. mam nadzieję, że wszystko będzie ok.
    antybiotyki, inne lekarstwa, stała opieka weta – działamy intensywnie.
    trzymajcie kciuki za futrzaka. jest z nami już prawie 6 lat i musi być jeszcze dłuuuugo!

    hm..i to chyba tyle na dziś.
    może następnym razem uda mi się zmobilizować chęci i pokażę kilka rzeczy, jakie zafundowaliśmy lub jakie chcemy zafundować maleństwu.
    :)

    a tymczasem…
    pozdrawiam bardzo serdecznie.
    wiosny wam życzę <3 [i sobie również, bo już dosyć mam tegorocznej zimy!]

    baju! <3

    rośniemy…
    generalnie rzecz biorąc…nie spodziewałam się, że moje dziecię uwidoczni się brzuszkowo tak szybko…
    15 tydzień ciąży trwa a bruszek juz całkiem całkiem…i nie ma mocy, aby wcisnąć się w ukochane jeansy. pora położyc je gdzieś, na dnie szafy..może kiedyś sie jeszcze przydadzą :)

    radocha trwa. szalejemy ze szczęścia.
    aż trudno uwierzyć, że wszystko tak szybko się zmienia.
    życie potrafi niejednokrotnie ostro dac w kość [czego sama doświadczyłam]…jednak bywają też chwile, które wszystkie cierpienia i smutki zostają skutecznie wynagrodzone :)

    co więcej u nas?
    jesteśmy po usg genetycznym. małe zostało zmierzone, przebadane, obejrzane. wszystko jest jak najbardziej ok.
    to naprawdę niesamowite uczucie, kiedy można usłyszeć bicie serca własnego, jeszcze nienarodzonego malucha. emocje są wówczas ogromne…uhhh :) dla nas była to prawdziwa wyprawa w kocnos :))

    płeć…
    w tej kwestii małe jest raczej nieugięte. mimo, że jesteśmy na etapie, kiedy płeć dziecka w zasadzie można już określić…jednak nasza kruszyna postanowiła zachować tę wiadomość tylko i wyłącznie dla siebie.  podczas usg skrzyżowało dziecięo nóżki i tyle widzieliśmy :) poczekamy…może następnym razem da nam szansę.

    nie wiem, czy jest to rzecz normalna u wszystkich rodziców, którzy spodziewają się pierwszego, wyczekanego dziecka, ale…
    pomimo, że do porodu mamy jeszczę dość sporo czasu, to zaczęliśmy się już powoli rozglądać za rzeczami dla malucha :)
    postanowiliśmy nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilkę, żeby póżniej mieć czas na wyciszenie się przed porodem.
    także….czekamy na wiosnę i ruszamy z zakupami. będzie fun!

    no i cóż…
    troszkę się mi dzis popisało.

    za oknem piękne słońce i dosć ciepło..więc ruszamy na spacerek…
    miłego dnia wszystkim życzymy…

    well…

    12 komentarzy

    1…2…3… próba mikrofonu…

    Ok…

    nawet nie wiem, czy tu jeszcze ktokolwiek zagląda…

    hm..

    obiecałam kilku osobom, że coś napiszę… (może dzięki temu wróci mi chęć pisania tego bloga)- zobaczymy.

    nie było mnie tu długo…i czuje sie z tym dziwnie, jakbym straciła coś…jakbym była poza czymś, gdzieś, daleko.
    czy żałuję? chyba nie… widocznie tak właśnie musiało być.

    muszę wszystko przemysleć i może tu wrócę, aby dalej dzielić się  z WAMI moją historią… zełaszcza, że od pewnego czasu nabrała ona kompletnie nowego i niesamowitego wymiaru i znaczenia…

                                BĘDĘ MAMĄ :)

    tak tak.. w brzuszku monami rośnie wyczekane przez nas MALEŃSTWO :)

    ten, kto zaglądał tu wcześniej, wie..jak bardzo marzyłam o ciąży.
    teraz moje marzenie stało się faktem :) a ja jestem najszczęśliwszą kobietą we wszechświecie :)

    pozdrawiam was wszystkich baaardzo serdecznie i przesyłam moc uścisków :*

    monami

    waves…

    9 komentarzy

    no dobra…
    zaczyna się…mała rewolucja…
    i choćby kur…cze nie wiem co, wygram tę walkę!

    nie było mnie tu od dawna…
    wiele się działo  [nie zawsze dobrze].

    w akcie desperacji i kompletnej bezsilności pisałam już nawet listy do „kogoś” tam na górze….żeby pomógł, żeby nie dał mi upaść na twarz…
    odpowiedzi nie dostałam.
    nadal czekam.
    może jeszcze przyjdzie. a może nie…?

    brak super świetnego samopoczucia nie sprawia, że ryczę po kątach i walę fgłową o ścianę.
    nie jest tak.
    w sumie to chwilami sama się sobie dziwię, jak wiele jestem w stanie znieść. bo przecież wiadomo…pfff..poddać się to nic trudnego…
    [zawsze wybieram te trudniejsze rozwiązania, ambitna jestem wszak, nie?]

    aj…
    jak to zazwyczaj u mnie na blogu bywa… notka zakręcona na maxa.
    kto mnie trochę zna – zrozumie.
    pozostali..? no cóż… mea culpa , sorry…ale …nie będę wyjaśniac co i jak i dlaczego.

    postaram się pisać więcej.

    zmykam…
    02:04
    o tej godzinie grzeczne dziewczynki chodzą spać…o!

    waves….

    that was more than I could take, pity for pity’s sake…
    some nights kept me awake, I thought that I was stronger…
    when you gonna realise, that you don’t even have to try any longer?
    do what you want to…

    Image Hosted by ImageShack.us


    8 komentarzy

    chwilowy brak:

    weny
    nastroju
    ochoty
    sił

    wrócę.


    • RSS